Nie przegap
Strona główna / Premiership / O Paulu Ince słów kilka

O Paulu Ince słów kilka

Paul Ince
W miniony weekend, podczas meczu United z Blakburn Rovers, doszło do pierwszego trenerskiego pojedynku pomiędzy Sir Alexem Fergusonem a jego byłym podopiecznym, Paulem Ince’em. Z tej okazji komentujący spotkanie w telewizji CANAL+ sprawozdawcy co raz to powtarzali ciepłe słowa Ince’a na temat jego byłego opiekuna z czasów gry na Old Trafford. Czy jednak stosunki Fergusona z rozpoczynającym właśnie swoją trenerską przygodę w Premiership Ince’em zawsze należały do wzorcowych? Bywało z tym różnie. Ciekawe są zwłaszcza okoliczności odejścia byłego pomocnika United z klubu w 1995 roku. Warto przyjrzeć się temu wszystkiemu bliżej.

Paul Ince trafił na Old Trafford latem 1989 r. z West Ham United za cenę 800 tys. funtów, w ramach wielkich – jak na owe czasy – zakupów, których dokonał wówczas Ferguson. Wraz z nim do klubu dołączyli tacy zawodnicy jak Neil Webb, dzisiejszy asystent Fergusona – Mike Phelan, Danny Wallace i Gary Palister. Ince, zanim stał się ważnym ogniwem pierwszej wielkiej drużyny United Fergusona, był też zatem świadkiem największego kryzysu managera, w grudniu 1989 r.

Później nadeszły lepsze czasy, okraszone Pucharem Zdobywców Pucharów w 1991 r., mistrzostwem Anglii dwa lata później i krajowym dubletem w 1994 r. Ince był jedną z gwiazd drużyny, zaś Ferguson był pod wrażeniem sposobu, w jaki ten zawodnik zmienił swoje zachowanie. Stwierdził raz, że Ince w momencie przyjścia na Old Trafford był “młodym człowiekiem, na którego patrzyłeś i stwierdzałeś, że jest na wojnie z całym światem”. Ince jednak szybko dojrzał i to imponowało Fergusonowi. Kryzys nadszedł w trakcie sezonu 1994-95.

Jesienią Manchester grał wyjazdowe spotkanie Ligi Mistrzów na Camp Nou z FC Barceloną. Katalończycy – w składzie z wówczas absolutnymi światowymi gwiazdami – Romario i Stoiczkowem – rozbili United w proch i pył, wygrywając 4-0. W przerwie meczu Ferguson, wściekły na Ince’a za jego wypady do przodu zamiast skupienia się na przezywaniu ataków rywala, wyładował całą swoją złość właśnie na nim. Obelgi rzucane pod jego adresem sprowokowały Ince’a do tego stopnia, że jedynie interwencja kolegów z drużyny zapobiegła rękoczynom.

W następnym spotkaniu Ligi Mistrzów Ince został wyrzucony z boiska, zaś United zostało pokonane przez IFK Goeteborg 3-1, co w praktyce odebrało Anglikom możliwość awansu do kolejnej rundy rozgrywek. Ferguson zaczął mieć odnośnie swojego pomocnika wątpliwości. Najgorsze miało dopiero jednak nadejść. Osłabieni utratą Erica Cantony (który w trakcie sezonu postanowił poczęstować solidnym kopniakiem z wyskoku kibica Crystal Palace) United przegrali walkę o mistrzostwo w ostatniej kolejce sezonu, po czym w finale FA Cup dali się ograć słabiutkiej wówczas ekipie Evertonu. Występ Ince’a w tym ostatnim spotkaniu również rozwścieczył Fergusona, jako że pomocnik United ponownie popełniał błędy ze spotkania z Barceloną.

Latem 1995 r. Paul Ince za sumę 6 mln funtów przeniósł się do Interu Mediolan. Zarówno sam transfer, jak i jego okoliczności, odbiły się głośnym echem wśród fanów United. Ferguson zapewniał zarówno samego piłkarza, jak i kibiców, że nie chce sprzedawać Ince’a, podczas gdy od jakiegoś czasu nosił się już z takim zamiarem. Na kilka dni przed finałem FA Cup poinformował zarząd klubu, że chce sprzedać swojego pomocnika. Występ Ince’a w tym meczu utwierdził go w tym przekonaniu. Jednak, gdy pojawiła się oferta z Mediolanu, publicznie mówił, iż pragnie, by Ince pozostał w klubie. W sprawę włączyło się świeżo powstałe Niezależne Stowarzyszenie Kibiców Manchesteru United (IMUSA), którego przedstawiciele odwiedzili nawet Ince’a w domu prosząc, by ten nie odchodził. Zawodnik stwierdził, że jest skłonny to uczynić, jednakże w czerwcu transfer został sfinalizowany i Ince wylądował w Włoszech.

Transfer Ince’a miał swoje konsekwencje. IMUSA zyskała rozgłos, jako przedstawicielstwo kibiców zaniepokojonych rozpadem drużyny, która dała im dwa tytuły mistrzowskie (odeszli wówczas także Andrij Kanczelskis i Mark Hughes) i brakiem transferów do klubu. Inną konsekwencją było pogłębienie konfliktu między Fergusonem a jego ówczesnym zwierzchnikiem Martinem Edwardsem, który nie chciał odejścia Ince’a i był wściekły na managera United za publiczne przedstawianie sprawy tak, jakby to on, a nie Ferguson, pragnął tego transferu. Relacje między oboma panami później pogarszały się z roku na rok. Podczas jednej z rozmów z Fergusonem, Edwards powołał się na ówczesnego asystenta managera, Briana Kidda, jako kolejnego zwolennika pozostawienia Ince’a w klubie. Ponieważ Ferguson nie usłyszał takiego poglądu od samego Kidda, uznał, że to spisek przeciw niemu. Tym samym w jego umyśle zostało zasiane ziarno wątpliwości odnośnie jego asystenta.

Jak widać, różnie to między Fergusonem a Ince’em w przeszłości bywało. Ponieważ sobotni mecz był pierwszym trenerskim pojedynkiem obu panów, Ince wygłosił kilka gładkich i słodkich formułek, by wszyscy dokoła byli zadowoleni. Ale im dalej w las, tym więcej grzybów. Wydaje się zatem, że przy okazji kolejnych spotkań panowie mogą przestać być dla siebie tak mili.

Przewiń na górę strony