Nie przegap
Strona główna / Dlaczego? / W czym tkwi problem?

W czym tkwi problem?

Carlost Tevez
Właściwie we wszystkim. Kłopoty z ambicją, kontuzje, zawalony terminarz i ogólna słaba forma zespołu. Nie tak miało być. Po zdobyciu upragnionego Pucharu Europy i obronie tytułu mistrzowskiego w Anglii, sir Alex Ferguson zapowiadał walkę o jeszcze wyższe cele. Tymczasem, po kilku tygodniach od rozpoczęcia nowego sezonu, już wiemy, że wygranie jakiegokolwiek tytułu w tym roku będzie trudniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.

O niebezpieczeństwach czyhających na United po sezonie pełnym sukcesów pisałem jeszcze przed startem nowych rozgrywek. W tym momencie problemy Manchesteru wydają się nie mieć końca, a każde utrapienie rodzi kolejne. Połowa września to nie czas do stawiania ostatecznych sądów i przekreślania naszych szans na sukces, ale miesiąc nowych rozgrywek wystarczył, abyśmy mieli poważne powody do obaw. Możemy się pocieszać, iż w zeszłym roku po 3 kolejkach zgromadziliśmy tylko 2 punkty, a mimo to zakończyliśmy rozgrywki z Podwójną Koroną. Nie ma się co czarować – wtedy szwankowała głównie nasza skuteczność, teraz problem jest bardziej złożony.

Większość obserwatorów Premiership i europejskiej piłki w ogóle jako przyczynę naszych obecnych niepowodzeń podaje wypalenie się piłkarzy grających na Old Trafford. Taka argumentacja ma swoje logiczne uzasadnienie. Zespół, który w końcu dowiódł swojej supremacji w Europie, może nie mieć już motywacji do morderczej walki na piłkarskim froncie. I tu jest pies pogrzebany: taka sytuacja na pewno nie ma miejsca w United! Kierowani przez Fergusona ciągle wyznaczamy sobie najwyższe cele i nie odpuszczamy żadnych rozgrywek, w jakich bierzemy udział. Jestem w 100% przekonany, iż Szkot nie pozwoliłby na jakiekolwiek rozluźnienie w szeregach swoich podopiecznych. Ci mniej ambitni lub niepokorni albo nie mają czego szukać w jego drużynie, albo mogą liczyć na porządną suszarkę. Inną sprawą jest to, że w ubiegłym sezonie głównym celem sir Alexa było ponowne zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Jak wiadomo, nikt po 93 roku (kiedy wprowadzono LM) jeszcze nie obronił tytułu wywalczonego w Europie. Dlaczego zatem nie mielibyśmy tego uczynić jako pierwsi? Problem w tym, iż na Old Trafford nie ma już człowieka, którego zasługi w wywalczeniu Pucharu Europy są nie do przecenienia.

queiroz_carlos_02.jpgTak długo niedoceniany, niemalże wyśmiewany przez co zuchwalszych kibiców, którzy teraz mogą co najwyżej zaszlochać za Portugalczykiem i błagać o jego powrót. Lamenty i tak na nic się nie zdadzą. Carlos Queiroz prowadzi teraz swoją narodową reprezentację. Posada, którą objął wydaje się być bardziej pewna, niż ta w Realu Madryt i nie powinniśmy liczyć na jego szybki comeback do Manchesteru. Co oznacza dla nas fakt, iż nie będzie już doradzał Fergusonowi? Ni mniej, ni więcej, a tyle, że o każde zwycięstwo w europejskich pucharach będzie jeszcze trudniej. O ile w lidze angielskiej sir Alex wycina konkurencje równo z trawą, o tyle na arenie międzynarodowej nie zawsze było tak różowo. Były asystent jest znakomitym taktykiem i to on odpowiadał za nasze ustawienie w Lidze Mistrzów. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że jego następca Mike Phelan okaże się nie gorszy od swojego poprzednika. Co do tego mam jednak mieszane uczucia. Anglicy mają to do siebie, że zbytnio skupiają się na rodzimej lidze, zapominając o reszcie Europy, której po prostu „nie czują”. Wystarczy sprawdzić reprezentanci jakich narodowości prowadzą zespoły Wielkiej Czwórki: Hiszpan, Francuz, Brazylijczyk (włączmy w to jeszcze Mourinho – Portugalczyk), a honoru Wysp Brytyjskich broni jedynie nasz boss.

AłłłłłaaaaaPrzy szerokiej kadrze, jaką dysponujemy, ten argument jest trochę na wyrost, ale nie sposób o nim zapomnieć. Kontuzje tym razem dopadły nasz zespół. Najważniejsza i najbardziej brzemienna w skutkach to oczywiście ta, którą cały czas leczy Cristiano Ronaldo. Patrząc na poczynania naszego zespołu, jakość, którą daje nam w grze Portugalczyk, jest nieoceniona. Po madryckiej telenoweli, jaką nam zafundował w przerwie między rozgrywkami, nie sądziłem, iż tak szybko zatęsknię za jego widokiem w koszulce United. Wystarczyło, by Nani pauzował 3 mecze za głupi wybryk z West Hamem, Giggs miał uraz i już byliśmy pozbawieni skrzydeł. Ronaldo jest siłą napędowa naszego teamu.

Carlos, co poradzisz?Tak naprawdę nie ma formacji w naszym zespole, do której nie można mieć pretensji. Van der Sar chyba cały czas żyje wygranym finałem z Chelsea i nie może skupić się na najprostszych interwencjach. Pierwszy gol dla Liverpoolu to była ewidentnie jego wina. W obronie na miarę oczekiwań gra tylko Ferdinand. Vidić do spółki z Giggsem zawalił bramkę na 2:1 dla Scoucersów, a pod koniec sfrustrowany złym wynikiem postarał się o czerwoną kartkę u Howarda Webba. Evra w defensywie raczej daje radę, ale całkowicie nie ma z kim grać akcji ofensywnych. Tutaj wychodzi brak Ronaldo, z którym zwykł grać z pierwszej piłki i rozprowadzać akcje na lewym skrzydle. Na środku pola Scholes nie może się porozumieć z Andersonem, a Carrick znowu złapał uraz. Optymizmem napawa jedynie powrót Hargreavesa. W ataku nie istnieje natomiast Rooney. Swoją droga, kto wystawił go na prawym skrzydle w meczu z Liverpoolem? Anglik był zupełnie niewidoczny na boisku. Od Berbatova nie można jeszcze zbyt wiele wymagać. Dopiero co dołączył do zespołu i mimo że brakuje mu zgrania z nowymi kolegami, zaliczył świetną asystę przy golu Teveza. Przechodząc do Argentyńczyka, trzeba powiedzieć, iż jest jedną z jaśniejszych postaci w zespole. U niego najbardziej widać głód gry i chęć walki na murawie. Reszta snuje się po boisku, leniwie wyczekując końcowego gwizdka. Bolesne, ale taka jest prawda!

Oczywiście, nikt nie mówił, że będzie łatwo. Ale nikt się nie spodziewał, że będzie tak źle. Moim zdaniem, my jako kibice Czerwonych Diabłów powinniśmy jasno sobie powiedzieć, że to nie cały świat sprzysiągł się przeciw nam. Należy zdać sobie sprawę z tego, że sami jesteśmy winni swoich porażek.

Słowem pocieszenia dodam, że po zdobyciu The Treble nadszedł ciężki sezon 1999/2000, w którym ponownie wygraliśmy Mistrzostwo Anglii. Nie pozostaje nic innego, jak wierzyć w pozytywny zwrot akcji w poczynaniach naszych ulubieńców. Nadzieja matką głupich? No cóż, ale każda matka dba o swoje dzieci, a wiara we własny zespół to obowiązek prawdziwego kibica.

Na zakończenie słowa sir Alexa wypowiedziane po drugiej w sezonie 2006/2007 przegranej z Arsenalem:

„Tylko prawdziwi mistrzowie wychodzą i pokazują swoją wartość po porażce – i ja oczekuję tego od nas.”

Przewiń na górę strony