Nie przegap
Strona główna / Zawodnicy / Wayne Rooney: Legend in the making

Wayne Rooney: Legend in the making

Wayne Rooney: Legend in the making
Do startu nowego sezonu jeszcze daleka droga, ale już nie mogę uwolnić swojej głowy od myśli związanych m.in z bohaterem mojego tekstu, Wayne’em Rooneyem. Jest to bez wątpienia jeden z najlepszych napastników świata, który nie pokazał jednak pełni swoich możliwości w minionym sezonie. W moim odczuciu był on bowiem i tak najlepszym piłkarzem „Czerwonych Diabłów” wraz z Cristiano Ronaldo i Rio Ferdinandem. Numer dziesięć z Old Trafford występuje w trykocie z owianym wielką sławą od niemal roku.

Przypomnijmy sobie jak to było:

Dlaczego w ostatnim sezonie zmieniłeś swój numer?
Po odejściu Ruuda nikt nie kwapił się, aby sięgnąć po numer, więc zapytałem Davida Gilla, czy mógłbym przejąć go po holenderskim napastniku. Musiałem cierpliwie czekać do premiery naszych nowych koszulek, ale kiedy wreszcie to nastąpiło, czułem się naprawdę znakomicie. Zawsze uwielbiam dziesiątkę.

Czy znasz bogatą historię koszulki z tym numerem w United? Grali z nim Denis Law, Mark Hughes, czy w ostatnim czasie Ruud.
To byli wspaniali piłkarze, którzy zdobyli dla klubu mnóstwo bramek. Wiedziałem czego się podejmuję, gdy wybrałem „dychę”.

Wayne Rooney oraz Carlos TevezPatrząc na potencjał drzemiący w tym nieprawdopodobnym 22-latku, zadaję sobie pytanie – czy ten rok będzie swego rodzaju przełomem i „Wazza” zdecydowanie wybije się ponad poziom wszystkich ligowców i sięgnie np. po nagrodę dla najlepszego gracza Premier League? Jest to o tyle skomplikowane, że aby to osiągnąć, Wayne musi strzelić jeszcze więcej bramek, bo z tego głównie są rozliczani atakujący. Nie od dziś wiadomo, że śmiało mógłby przekroczyć 30 goli, o ile tylko znajdowałby się w najwyższej formie i omijałyby go kontuzje.

Przed rokiem wszystko miało być tak pięknie. Okres przygotowawczy do sezonu wypadał znakomicie, a były piłkarz Evertonu zdawał się być w strasznym gazie. Przyszła jednak pechowa inauguracja sezonu i mecz z Reading na Old Trafford, w którym Wayne po raz trzeci w karierze złamał kość śródstopia i musiał opuścić boisko w 35 minucie. Fatalny początek rywalizacji na krajowej scenie odbił się później na dorobku strzeleckim napastnika, który ustrzelił ostatecznie 18 bramek. Warto napomnieć, że doznał też drugiego poważnego urazu kostki na jednym z treningów. Do gry powrócił w grudniu i od razu dał się zapamiętać z bardzo dobrego występu z Sunderlandem na wyjeździe.

Ciągle rozwijasz się jako napastnik, ale czy mógłbyś porównać się do wyżej wymienionych napastników?
Nie za bardzo. Bardzo trudno jest porównywać samego siebie do kogoś innego, ale bardzo chciałbym być tak dobry, jak oni. Zdecydowanie zmieniłem swój styl gry w tym sezonie, gdyż gram bardziej z przodu niż do tej pory. Teraz to Carlos jest cofniętym napastnikiem i doskonale wywiązuje się ze swoich boiskowych zadań. Dla mnie jest to zaś bardzo interesująca szansa na strzelenie dużo więcej bramek. Naprawdę cieszy mnie ta rola.

Wayne RooneyCzy rzeczywiście zdanie Roo sprawdziło się w rzeczywistości? Zdecydowanie nie. Czy więc wspomniane 18 bramek na zawodnika dużo bardziej cofniętego w pole to rzeczywiście mało? Oczywiście mogłoby być więcej trafień, gdyby wykonywał stałe fragmenty gry, ale tu akurat musi uznać wyższość Cristiano Ronaldo. Portugalczyk jest fenomenem rzutów wolnych, ale gdy sobie przypomnę trafienie Anglika ze swojego debiutu przeciwko Fenerbahce Stambuł w Lidze Mistrzów, mam gęsią skórkę. Rzuty karne również są egzekwowane przez Portugalczyka, który zdobył z tego elementu gry pięć bramek. Ja mam zaś w pamięci nieudane podejście Wayne’a do jedenastki w meczu z ligowym z Aston Villą na wyjeździe, gdzie zwyciężyliśmy 4:1, a napastnik reprezentacji Anglii był najlepszym graczem na boisku. Zdobył wówczas dwie bramki i miał olbrzymią szansę na jedyny w całym sezonie hat-trick…

Rooney nie jest klasycznym napastnikiem, gdyż jego styl gry polega na bieganiu od bramki do bramki. Spotkałem się nawet z głosami, że był po prostu naszym playmakerem. Myślę, że jest w tym sporo prawdy i to forma „Wazzy” była jednym z decydujących czynników w ostatnim etapie sezonu, gdy udało nam się zdobyć mistrzostwo Anglii. Cristiano Ronaldo ma ten komfort, że ciągle napiera na połowie przeciwnika, podczas gdy Wayne ma zakodowane bieganie po całej murawie, bez konkretnie przypisanej pozycji. W sezonie 2007-08 sir Alex Ferguson próbował nowego wariantu z zawodnikiem. Ustawił go na lewym skrzydle m.in w niezwykle ważnym spotkaniu z Romą w 1/4 LM na wyjeździe, a ten pewnie wywiązał się ze swoich obowiązków. Jest doskonałym przykładem gracza zespołowego, jako że licznik jego asyst w poprzednich rozgrywkach jest zbliżony do strzeleckiego. Anglik aż czternaście razy obsłużył partnerów z drużyny ostatnim podaniem, a zdaje się, że gdyby był bardziej egoistyczny to w kilku sytuacjach mógłby zdobyć bramki.

Magazyn FourFourTwo zapytał Wayne’a o ocenę własnej gry w trakcie trwania sezonu 2007-08.

Pomijając kontuzje, sezon układa się dla ciebie lepiej niż byś się tego spodziewał, czy oczekiwałeś jeszcze więcej?
Szczerze mówiąc, miałem dość trudny początek. Oczywiście złamałem stopę w pierwszym ligowym starciu, ale po pewnym czasie od powrotu na boisko, udało mi się wszystko poukładać i byłem naprawdę w dobrej formie. Potem znów złapałem uraz, tym razem kostki i musiałem trochę czekać zanim powróciłem do najwyższej dyspozycji. Na szczęście teraz może być tylko lepiej i wierzę, że będę strzelał dużo bramek. Mieliśmy bardzo słaby początek sezonu i po pierwszym miesiącu, byliśmy bardzo zaniepokojeni. Zdawało nam się, że zgubiliśmy za dużo punktów, które po prostu uniemożliwią nam walkę o tytuł. Później cały zespół grał już tylko lepiej. Uwierzyliśmy też, że Arsenal, czy Liverpool mogą tracić punkty i po odzyskaniu pewności siebie wróciliśmy na właściwe tory.

Wayne RooneyCzas poruszyć kwestię skuteczności piłkarza. Bardzo dużo mówiło się o tym, że Rooney po prostu nie jest naturalnym snajperem i nigdy nie posiądzie znakomitego instynktu strzeleckiego. Bzdura. Jest to zawodnik o bardzo silnym charakterze, lecz jak każdy inny napastnik, potrzebuje pewności siebie. Tej zdaje się brakowało mu w pewnych spotkaniach, a ponadto ważna była też dyspozycja dnia u gracza. Gdy jej brakowało, a co za tym idzie zwykłego boiskowego komfortu, marnował dogodne okazje, które teoretycznie powinien zamieniać na bramki z zamkniętymi oczami. Mając na uwadze jego wyczyny z sezonu 2005-06, gdy potrafił strzelać bramki z każdej pozycji, nikt nie powinien na ten aspekt narzekać. Rooney w topowej formie jest bezbłędny. Myślę, że zwyczajnie czasami brakowało mu… zdecydowania. Jest kompletnym piłkarzem, ma zawsze bardzo dużo opcji jak wykończyć daną akcję. Może właśnie w tym tkwi problem?

Byłeś kapitanem zespołu, gdy ten rywalizował z Romą w ostatniej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów. Co czułeś, gdy wyprowadzałeś swój zespół z tunelu prowadzącego na murawę wielkiego Stadio Olimpico?
To było fantastyczne przeżycie, a zarazem osiągnięcie. Pierwszy raz w tej roli sprawdziłem się w meczu z Kopenhagą przed rokiem, również w Lidze Mistrzów. Prawdziwym przywilejem było jednak dostąpienie tego w rywalizacji z tak wielkim zespołem jak Roma. Przed meczem z Duńczykami, wielu naszych zawodników narzekało na różnorakie urazy, ale o tym, że będę kapitanem dowiedziałem się na krótko przed wyjściem na płytę od menedżera. O tym, że będę dowodził zespołem w potyczce z Romą dowiedziałem się kilka dni wcześniej, więc miałem chwilę, aby się tym nacieszyć, a także mentalnie się przygotować. Mam nadzieję, że będę mógł to jeszcze kiedyś przeżyć.

Jak napisał Prezydent, który wziął się za poszukiwania nowego lidera zespołu, Rooney to jeden z największych walczaków nie tyle w drużynie, co w całej lidze, piłkarz wszędobylski, uosobienie ducha zespołu. Trudno nie zauważyć, że jest to konkretna kandydatura na naszego kapitana. Kiedy wreszcie okrzepnie, będzie radził ze swoją impulsywnością, myślę, że ta funkcja zostanie mu powierzona. Oczywiście potrzeba lat, bo wątpię, aby ktokolwiek mógł nadawać się do tego bardziej niż Rio Ferdinand.

Wayne RooneyPodsumowując, wierzę, że nie będziemy musieli oglądać marnowanych sytuacji 1 na 1 przez naszego najlepszego atakującego. God save him from injuries! Miniony sezon to dla niego pasmo wielkich sukcesów drużynowych, więc wierzę, że z jego głodem sukcesów i z większą dawką luzu, będzie teraz tylko lepiej. Dobrze spędzone wakacje też nie będą bez znaczenia, biorąc pod uwagę jego wesele z Coleen McLoughlin. Wayne Rooney to wspaniały materiał, aby zostać legendą klubu, a na razie na najskuteczniejszego napastnika najlepszej ligi świata. Do jego kultu dodajmy do tego jeszcze ten symboliczny numer dziesięć…

Kocham grać dla Manchesteru United i nic tego nie zmieni. Mam nadzieję, że nigdy stąd nie odejdę. Uwielbiam w tym klubie absolutnie wszystko.

Przewiń na górę strony