Nie przegap
Strona główna / Legendy / Legendy: Współczesny Walijski Czarodziej – Ryan Giggs.

Legendy: Współczesny Walijski Czarodziej – Ryan Giggs.

Legendy: Współczesny Walijski Czarodziej - Ryan Giggs

Pewnego dnia ludzie zaczną mówić, że ja byłem drugim Ryanem Giggsem – George Best

Niezwykle rzadko zdarzają się osobowości, o których człowiek boi się pisać. Bo to w gruncie rzeczy jest trudne – opisać kogoś, kogo darzy się niesamowitym szacunkiem i kogo uważa się za najlepszego piłkarza w historii danego klubu. Ciężko opisać George’a Besta, ciężko Sir Roberta Charltona, ciężko Erica Cantonę… Ciężko będzie opisać też Roya Keane’a. Trudności wynikają przede wszystkim z chęci ukazania wszystkiego, co czyni te postaci wielkimi na skalę nie tylko jednego klubu, nie tylko Europy, ale też świata i historii futbolu. A że wszystkiego ukazać się nie da, gdyż to fizycznie niemożliwe na potrzeby dość krótkiego artykułu blogowego, pojawia się obawa, że czegoś w tekście jest za mało, czegoś jest za dużo, coś by można było wyciąć, coś zastąpić. Poza tym w „Legendach” to swoiste novum opisywać zawodnika, który… wciąż gra, wciąż czaruje, wciąż pokazywany jest skupiony w tunelu przed meczami oraz uśmiecha się do kamer po każdym spotkaniu. Dziwnie będzie opisywać grającą legendę, ale postaram się nie ominąć niczego naprawdę istotnego w przybliżeniu sylwetki najwybitniejszego piłkarza Manchesteru United – fenomenalnego Ryana Giggsa.

Billy Meredith przyszedł na świat w roku 1874. Niemal dokładnie 100 lat przed Ryanem Giggsem.

Historia zatacza koło na Giggsie – takie można będzie odnieść wrażenie, jeśli pozna się historię tego zawodnika z bliska. Już samo nazwanie go „Walijskim Czarodziejem” stanowi nawiązanie do historii. Nie jest to bowiem pierwszy zawodnik o takim przydomku. Wiele lat przed nim, a dokładnie – choć zabrzmi to jak baśń – w maju 1906 roku do Manchesteru United (przemianowanego już z Newton Heath) przyszedł najsławniejszy piłkarz tamtych czasów – Billy Meredith, który stał się zresztą wielką gwiazdą w ekipie Czerwonych Diabłów. To jego pierwszego nazwano „Walijskim Czarodziejem”. Na dodatek nie jest to wcale ostatnia zbieżność historii obu tych panów. Choć są oni oddzieleni przestrzenią niemal stu lat, to okaże się, iż są do siebie naprawdę bardzo podobni. Ale o tym później, bo nie to będzie myślą przewodnią tego tekstu.

Młody Ryan GiggsRyan Joseph Wilson, syn Lynne Giggs i Danny’ego Wilsona, urodził się 29 listopada 1973 roku w Cardiff. Jednak w odróżnieniu od ogromnej większości sławnych piłkarzy United, wcale nie biegał tam sobie z piłką na ulicach aż stał się nastolatkiem. Ryan już w wieku siedmiu lat przeprowadził się z rodziną do Manchesteru, który prędko znienawidził. Brak bliskości rodziny, której część pozostała w Walii bardzo doskwierał odtrąconemu przez rówieśników Wilsonowi. Wyśmiewali oni jego walijski akcent, a ci, którzy wiedzieli, że ojciec Ryana jest wybitnym rugbistą, wiedzieli też, iż część jego rodziny to Murzyni. To z kolei stwarzało im podstawy do nieco rasistowskich wypowiedzi (jak na dzieci oczywiście). Ale Walijczyk o ile najszybciej jak to możliwe starał się swój akcent zmienić, o tyle korzeni nie wstydził się nigdy:

On [ojciec] był zawodowym rugbistą. Wielu ludzi więc, z którymi chodziłem do szkoły, wiedziało, kim on był oraz że był czarny. Odbierałem trochę rasistowskich docinek w szkole. Jestem dumny z moich czarnych korzeni i czarnej krwi, która płynie w moich żyłach.

Młody Ryan GiggsRyan często bywał na meczach ojca. Nic nie wskazywało na to, że zostanie piłkarzem, ale raczej że pójdzie właśnie w jego ślady, bo jakże często chłopcy chcą być tacy, jak ich ojcowie. Nie mniej jednak, bardzo kochał piłkę nożną. Później coś „zgrzytało” w rodzinie i Ryan postanowił w pewnym momencie przyjąć nazwisko po swojej mamie. Wersje są różne: że nie odpowiadał mu agresywny charakter ojca, żeby ludzie wiedzieli, iż jest synem nie tylko tego sławnego rugbisty, ale także Lynne albo że zrobił to w odwecie za pozostawienie rodziny przez ojca, gdy Ryan był jeszcze malutki. Jakkolwiek było, po szkole na boisku grywał z kolegami i bratem bardzo często, mógł grać nawet do samego rana, ale posłuszny rodzicom wracał zanim zrobiło się ciemno. Od tamtej pory grał zawsze na lewej stronie i zawsze zostawiał w tyle kolegów. W 1982 roku tak, jak każdego innego dnia, dziewięcioletni Ryan kopał sobie piłkę na boisku z kolegami – nie wiedział, że obserwował go zajmujący się scoutingiem człowiek z Manchesteru City. Mało tego, dostrzegł on ten „błysk” w Ryanie. Porozmawiał więc z jego matką, która obserwowała ten mecz i zaproponował, by chłopiec grał dla jego młodzieżowego klubu – Deans, a mama oczywiście zgodę wyraziła, widząc niegasnący zapał syna do futbolu. Później, kiedy został przesunięty do Salford Juniors, w jednym z meczów treningowych, w których na dwie drużyny podzieleni zostali wszyscy zawodnicy, słabsza drużyna, gdzie grał Ryan ze względu na swój młody wiek, wygrała dopiero wtedy, kiedy ten wszedł na boisko i strzelił… sześć bramek. Młody Ryan Giggs z bratem Rhodrim Jeden z meczów w podrzędnej drużynie rozgrywany był na Old Trafford. Walijczyk był tak oczarowany tym stadionem, że mimo iż mecz przegrał, to obiecał sobie tam kiedyś wrócić. Był zresztą wielkim fanem Czerwonych Diabłów. Wszyscy, którzy widzieli grę młodziutkiego Giggsa, byli nim oczarowani. Dość szybko człowiek, który wypatrzył Walijczyka – wspomniany wcześniej Denis Schofield – załatwił mu treningi w szkółce The Citizens.

Klubem, który jako pierwszy dał szanse rozwoju i debiutu Meredithowi, był również Manchester City

Było logiczne, że ani pomyślą oni wypuścić taki talent, jakim był niewątpliwie Walijczyk i nie chcieli w ogóle słyszeć o tym, aby ktoś Giggsa zabrał. Jednak niebawem wielki fan Manchesteru United został przez ten klub zauważony oraz zaproszony na tygodniowy test w grudniu 1986 roku. W meczu młodzików United z Salford Boys, Giggs ustrzelił hat-tricka. Pomocnik wspomina do teraz, że po ostatnim gwizdku:

Alex Ferguson zbliżał się szybko do mnie i mówił „Nie zasilisz naszego klubu, chłopcze!”. W pierwszej chwili nie zdawałem sobie sprawy, że on żartuje, bo bardzo się go bałem.

Ryan GiggsI tak w wieku 14 lat Ryan był już pewny, że podpisze jako młodzik kontrakt z United. Kilka dni po urodzinach Walijczyk jak gdyby nigdy nic oglądał sobie w domu telewizję, kiedy to Ferguson przyszedł, aby podpisać z nim umowę. Był w niej zapis, że Ryan jeszcze dwa lata będzie tylko trenował, dopóki nie ukończy 16 lat. Przez te dwa lata w weekendy i wakacje trenował z drużynami Czerwonych Diabłów i zarabiał prawie 30 funtów tygodniowo, co oczywiście było dla niego wystarczająco wysoką kwotą. W swoje 17 urodziny stał się piłkarzem-profesjonalistą. Jako młody piłkarz za autorytety stawiał sobie osoby Marka Hughesa i Iana Rusha. Jednak największe wrażenie w Manchesterze United początkowo wywarł na Giggsie Viv Anderson, który zresztą nieco podenerwowany rzucił pewnego razu pół-żartem, pół-serio, że jeśli Giggs kolejny raz go ogra lub wyprzedzi to… „da mu kopa”. I tak czas leciał, a Walijczyk ogrywał się w klubie wielkim, ale nieco wyblakłym i zapomnianym, klubie głodnym sukcesów, ale prześladowanym odwiecznym pechem i 20-letnią posuchą. Przez klub może wielkie nazwiska się przewijały, ale dwie dekady bez mistrzostwa Anglii były dla kibiców zatrważające. Co z tego, że są nazwiska, skoro brak efektów? W takiej atmosferze Giggs się rozwijał, ale chyba był nieco przytłoczony samym faktem spełnienia swoich marzeń o Manchesterze United. Kiedyś zresztą sam zaznaczył, że początkowo nie zdawał sobie sprawy z tego, że tworzy kolektyw, ale skupiał się na sobie jako na jednostce. Na szczęście ten czas szybko przeminął i nie zakłócił rozwoju młodziaka, który doskonale zdawał sobie sprawę, że ma dryg do bycia wyśmienitym piłkarzem.

Ryan GiggsPo raz pierwszy Giggs zaistniał w annałach w meczu z Evertonem 2 marca 1991 roku, kiedy to zastąpił kontuzjowanego Denisa Irwina. Prawdziwy, pełen debiut miał jednak miejsce w tym samym sezonie w derbach Manchesteru rozgrywanych w Teatrze Marzeń. Oczywiście wyrywał się do gry w późniejszych meczach, ale jedynym minusem gry w takim klubie jest to, że przeważnie są zawodnicy lepsi na danej pozycji, których trudno jest zdetronizować. Być może więc gdyby nie uśmiech losu, Giggsy jeszcze długo nie wdarłby się do pierwszej „jedenastki”. Ułatwiło mu to bowiem nieszczęście Lee Sharpe’a – piłkarza znakomitego, młodego, zdolnego – a mianowicie ciężka kontuzja, która wykluczyła go na jakiś czas z gry na lewym skrzydle. W to miejsce szybko wpasował się Giggs i ani przez myśl mu nie przeszło tę pozycję Sharpe’owi zwrócić.

Meredith również był skrzydłowym. Z ta jednak różnicą, że jego ulubiona stroną była prawa flanka.

Ten sezon (1991/1992) przebiegł dla młodziutkiego Walijczyka znakomicie – 38 występów i 4 bramki na koncie z całą pewnością umocniły go w oczach managera, ale także wypromowały w oczach kibiców na zawodnika wartościowego – ukoronowaniem tego było zdobycie Pucharu Ligi, co było bardzo ważne dla Giggsa, a nieco mniej ważne dla klubu, który kolejny rok pozostał bez tytułu mistrzowskiego.

Było to nieco samolubne, że zignorowałem zupełnie presję zdobycia tytułu mistrza Anglii po raz pierwszy od 25 lat.

Jak wiemy, choć Manchester nie najlepiej zaczął sezon 1992/1993, to jednak koła zębate zaczęły w machinie Alexa Fergusona zaskakiwać, współgrać ze sobą. Spoiwem stał się Eric Cantona, który w listopadzie zasilił drużynę. To jego doświadczenie i wola walki miały motywować pozostałych piłkarzy do tego, by „gryźć trawę”. Ale doświadczenie Cantony powolutku już dopełniać zaczął geniusz Giggsa, który został dość szybko zauważony i dostał nagrodę PFA Young Player of the Year. Jednak aby uchronić Walijczyka przed popularną „sodówką”, manager zakazał dziennikarzom przeprowadzać z nim wywiady przez pierwsze dwa lata gry w United. Był to strzał w dziesiątkę, jako że media powolutku rozpoczynały już szalony taniec wokół jego osoby, a on w ciszy i spokoju mógł trenować i dawać z siebie wszystko na boisku. I w tym też sezonie 1992/1993 przyszło pierwsze upragnione zarówno dla całej drużyny, wszystkich kibiców, ale też samego Giggsa, mistrzostwo Anglii

Pierwsze mistrzostwo było czymś niesamowitym. Manchester czekał tak długo, aby je wreszcie zdobyć.

Po tym sezonie wszyscy włącznie z Giggsem czuli już, że tworzą drużynę, że potrafią i mogą sięgać po sukcesy. Co więcej, mogą sami siebie wypromować wspaniałą grą:

Z kogoś, kto może przejść się ulicą niezauważony, stałem się kimś w centrum zainteresowania.

Giggsa nieco drażniło powszechne już zainteresowanie jego osobą. Do tej pory słychać było tylko o jego grze, o niesamowitym geniuszu, ale przyszedł czas na interesowanie się nim jako człowiekiem, a nie jako piłkarzem. Długo nie mógł się przyzwyczaić, że wyciąga się na forum publiczne jego życie, prywatność, że co chwila widzi na okładkach swoją twarz. Stał się jedną z najbardziej popularnych i rozpoznawalnych gwiazd na Wyspach Brytyjskich od niepamiętnych czasów. Istny boom na Giggsa. Ale jakoś dawał sobie radę.

Ryan GiggsTymczasem sezon później przyszło The Double – pierwsze w historii – i niesamowita passa bycia niepokonanym od sierpnia 1993 do marca 1994 roku. Puzzle Fergusona złożyły się w świetną całość. Ale po takich sukcesach dla Giggsa przyszedł trudny czas zmagania się z pierwszą poważną kontuzją, a sezon 1994/1995 sam określa jako jeden z najgorszych w jego karierze. Do tego wydawało się, że i „układanka” zaczyna się Alexowi sypać z rąk. Poodchodzili Kanchelskis, z którym Giggs wybornie się rozumiał, Hughes, na którym się wzorował oraz jego przyjaciel – fenomenalny Ince. W drużynie nie działo się za wesoło i Ferguson postanowił, że czas postawić na młodość – w składzie zagościli bracia Neville’owie, Scholes, Butt oraz Beckham. Zadomowienie się w składzie tego ostatniego było dla Giggsa istnym błogosławieństwem. „Złote dziecko” Anglików niesamowicie odciążyło obleganego przez dziennikarzy Giggsa i sprawiło, że jego życie stało się dużo spokojniejsze i mocniej mógł się skoncentrować na grze (choć wielkich problemów z tym nie miał). Beckhamowi natomiast również taki obrót spraw był „na rękę” – stworzony do piłki nożnej i mediów zawodnik przez lata aż do dziś kultywuje swoją osobę jako mocny i wyraźny już symbol futbolu, porównywalny sławą i rozpoznawalnością z takimi gwiazdami jak Pele czy Maradona. Ale ten – nazywany przez niektórych mianem „szalonego” – krok Fergusona w stronę młodości był też bardzo ryzykowny. Alan Hansen, były wybitny piłkarz Liverpoolu, w swojej sławnej wypowiedzi wróżył Manchesterowi kolejną posuchę, gdyż gra tam za dużo „dzieciaków”. Ten cytat, jak mówi Giggs, Ferguson wykorzystywał przy każdym meczu w szatni, niesamowicie motywując chłopaków do pokazania ich najwyższych umiejętności, co do których był święcie przekonany. Poskutkowało. Wbrew oczekiwaniom wszystkich znających się na piłce nożnej, United niespodziewanie wywalczyło w sezonie 1995/1996 Mistrzostwo Anglii i FA Cup – czyli drugie The Double w historii.

Tymczasem przygaszona przez Beckhama gwiazda Giggsa radziła sobie świetnie i skupić się mogła na sobie. Wraz z Fergusonem ćwiczyli różne warianty gry, różne sztuczki, układali nowe schematy akcji, konsultowali, co by można było poprawić:

Cały czas dodawałem różne elementy do mojej gry. Alex Ferguson chciał mnie wypróbować w środku pomocy, aby poszerzyć moje horyzonty. Nikt z nas nie był do końca zadowolony z tego, że ogranicza mnie bycie tylko i wyłącznie skrzydłowym. Wszystko zgrało się ze sobą dopiero w meczu ćwierćfinałowym Ligi Mistrzów przeciwko Porto na Old Trafford, który określam mianem mojego najlepszego występu. (…) Wtedy poczułem, że gram naprawdę na najlepszym europejskim poziomie.

Ryan GiggsKolejny sezon – obrona tytułu, ale też bolesna porażka w półfinale Ligi Mistrzów z Borussią Dortmund. Sezon 1997/1998 niestety przeminął bez trofeów, a Cantona w 1997 roku zakończył karierę, co było kolejną szokującą (jak wiemy nie tylko dla piłkarzy, ale ogólnie dla wszystkich) wiadomością. Dla Giggsa był to jednak sezon bardzo udany względem formy, ale pierwszy od siedmiu lat bez żadnego trofeum. Jednakże „spoiwa” już nie było i młodzi musieli radzić sobie sami.

Sezon 1998/1999 jest najlepszym sezonem w historii klubu z Old Trafford. Już w kwietniu w sercach kibiców zagościła nadzieja na coś ogromnego, ale też coś, o czym bali się oni myśleć. Potrójna Korona.

W połowie kwietnia byliśmy w sądnym momencie w historii klubu. Na szczycie Premiership oraz półfinałach zarówno FA Cup, jak i Ligi Mistrzów. Wiedzieliśmy, że jesteśmy w stanie wygrać wszystkie trzy. To było ukryte gdzieś głęboko w naszych głowach, że możemy po to wszystko sięgnąć, ale nikt z nas nie ośmielił się powiedzieć tego głośno w obawie, że możemy wszystko zapeszyć.

Przeczucia były dobre. Nawet bardzo dobre. Już w półfinale FA Cup z Arsenalem, kiedy wszyscy sądzili, że mecz już praktycznie zakończył się remisem i pora na karne, Giggs zaczął szarżować po boisku z piłką, wymijając czterech obrońców i strzelając pod poprzeczkę, nie dając szans Davidowi Seamanowi. Ta bramka została uznana za gola wszech czasów (i wcale to nikogo nie dziwi). Zdaniem samego Giggsa, jest ona również najpiękniejszą bramką, jaką udało mu się w życiu strzelić. Zobaczcie ją sami, jeśli nie znacie tej akcji na pamięć:

Tytuł mistrzowski United zapewniło sobie bez większych problemów. Finał FA Cup z Newcastle wygrali gładko 2:0, więc i to trofeum było zdobyte. The Double po raz trzeci. Nawet jeśli z finału LM nic by nie wyszło, to i tak już był sukces. W ostatnim starciu Ligi Mistrzów 1998/1999 humory przestały dopisywać za sprawą Baslera, ale United ogólnie nie grało fenomenalnie w tamtym meczu. Po 31 latach stanęli przed szansą sięgnięcia samego piłkarskiego nieba i nikt nie wiedział, co się dzieje, że niebo jest tak daleko, choć miało być tak blisko. Giggs nie przestał wierzyć. Podobno ani na moment. Kiedy sędzia doliczył trzy minuty zmartwił się tylko, że w tym czasie trzeba będzie strzelić choć jedną bramkę – to wydawało się niemal niemożliwe. I wtedy pomyślał „Nie możemy tego przegrać”. Wszyscy pamiętali smak porażki z Borussią, nikt nie chciał go poczuć ponownie. Wtedy, jak wiemy, oglądaliśmy chyba jedne z najbardziej nieprawdopodobnych w historii piłki nożnej 180 sekund. Piłka do Giggsa, wszyscy wstają, Giggs nie trafia. Jak z uśmiechem wspomina tę akcję Gary Neville?

To było niemożliwe, żeby Ryan trafił dobrze prawą nogą. On nie umie strzelać z prawej nogi, wszyscy o tym wiedzą i wszyscy wiedzieli wtedy, że bramka nie ma prawa paść.

Ale nikt nie przewidział, że okazję wykorzysta Teddy Sheringham, że później Solskjaer dostawi nóżkę i Bayern będzie na kolanach. Po 31 latach odzyskaliśmy władzę w Europie.

Przez lata oglądałem reakcje piłkarzy podczas zdobywania różnych trofeów i zawsze myślałem „Z jakiego powodu oni płaczą?”. Byłem pewny, że nigdy, przenigdy nie płakałbym w takiej sytuacji. Ale kiedy zabrzmiał ostatni gwizdek na Camp Nou, padłem na kolana i zacząłem płakać. Nie mogłem nic na to poradzić. Emocje wygrały i kompletnie mną zawładnęły.

Chwilę później objęliśmy jeszcze władzę na świecie, wygrywając Puchar Interkontynentalny z Palmeiras, a Ryan został wybrany Piłkarzem Meczu, za co w nagrodę otrzymał toyotę.

Ryan GiggsTo wszystko nie było jednorazową kumulacją szczęścia. 1999/2000, 2000/2001 to sezony w których Manchester United zostawał po raz kolejny mistrzem Anglii, a w tym drugim Ryan rozegrał swój Testimonial Match przeciwko Celtikowi Glasgow w 10. rocznicę jego kariery na Old Trafford. Rok przerwy, kolejny tytuł w sezonie 2002/2003, FA Cup w 2004 roku (był drugim zawodnikiem wraz z Royem Keane’em, który wywalczył to trofeum czterokrotnie), Puchar Ligi w 2006 roku, 2006/2007 Mistrzostwo, które sprawiło, że Giggs wywalczył ten tytuł jako jedyny zawodnik na Wyspach aż dziewięć razy. Wracając, w maju 2002 Denis Irwin odszedł z Manchesteru United, pozostawiając tym samym Giggsa jako postać najważniejszą i najbardziej doświadczoną spośród całej ekipy. Walijczyk miał wtedy – warto zaznaczyć – zaledwie 28 lat. W 2003 roku w meczu przeciwko Chelsea mogliśmy zobaczyć 100. bramkę w United strzeloną przez lewoskrzydłowego czarodzieja. Setny gol Giggsa w Premier League padł zaś w meczu z Derby County 8 grudnia 2007 roku.

Ryan GiggsNa przestrzeni lat Giggs oczywiście powoli gaśnie, ale gaśnie pięknie i nadal nagradzany jest ogromnymi brawami na Old Trafford. Przybycie Ronaldo czy Naniego ma na celu również to, aby piłkarze podpatrywali trochę Giggsa, choć z takim talentem trzeba się chyba urodzić, bo wielu rzeczy w piłce można się nauczyć, a do niektórych trzeba mieć to „coś”. Przez tyle lat Giggs ani razu nie pomyślał o zmianie klubu. Może dlatego, że od dziecka był jego wielkim fanem? Mówiło się o odejściu za Buttem do Newcastle, później o chęci pozyskania Walijczyka przez Keane’a do Sunderlandu. Ale on wciąż tu jest. Cichy i skromny wykonuje kawał dobrej roboty od 18 lat. A że tak długo jest także właściwie niezastąpiony, to w głowach kibiców oraz statystyków zaczęły się pojawiać rachunki dotyczące liczby jego występów trykocie Diabłów. Okazało się, że przy korzystnym przebiegu sezonu, braku kontuzji i tym podobnych rzeczy, Giggs będzie miał możliwość zostać najwybitniejszym piłkarzem Manchesteru United, który wybiegał na murawę częściej, niż okupujący od wielu lat pierwsze miejsce na liście wszech czasów Sir Bobby Charlton. Ale ten sezon 2007/2008 wcale nie był taki „różowy”. Walka o mistrzostwo trwała do samego końca, a zawodników czekał jeszcze finał Ligi Mistrzów w Moskwie. Przed tym spotkaniem Giggs miał na koncie 758 występów w United, dokładnie tyle, co Sir Bobby, i pobicie rekordu zależało od tego, czy Ferguson pozwoli mu wejść na boisko. W 87. minucie Ryan się na nim pojawił, zastępując Paula Scholesa i uzyskując status najwybitniejszego piłkarza w historii tego klubu… Tam, na moskiewskich Łużnikach, obserwowaliśmy to, jak się tworzy legenda, piłkarz, który przyćmił (choć teraz tego nie widzimy), tak wielkiego człowieka, jakim w historii klubu był Charlton. Tak naprawdę zrozumiemy to dopiero za kilkanaście lat. Zawsze wtedy do kibica docierają takie kwestie. Nie mniej jednak, odliczanie nadal trwa, bo Walijczyk nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i kariery nie zakończył. I ten to sezon zakończył się kolejnym The Double, bo Liga Mistrzów po dziewięciu latach została znów podbita przez Manchester United. The Double zostało wywalczone w 50. rocznicę katastrofy w Monachium.

Ryan jest najbardziej utytułowanym piłkarzem w historii brytyjskiej piłki nożnej i jedynym, który wywalczył trofeum mistrza Anglii aż dziesięciokrotnie. Ponadto jest rekordzistą w liczbie asyst. Podsumowując, wywalczył:
2 Puchary Europy, 10 tytułów mistrza Anglii, 4 FA Cup, 2 Puchary Ligi, 6 Tarczy Dobroczynności, 1 Superpuchar Europy, 1 Puchar Interkontynentalny (najważniejsze trofea na dzień 11.07.2008r.).
Dorobek wręcz porażający.

Ryan Giggs z synem i córkąGiggs, o ile wyróżnia się nawet spośród legend United, o tyle jest podobny do nich niestety w kwestii braku sukcesów w kadrze narodowej. Tu jednak najpierw trzeba wspomnieć, że Ryan mógł wybrać jedną nie z dwóch, lecz aż trzech reprezentacji, dla których będzie grał. Najpierw reprezentował England Schoolboys, ale nie jest to poziom, który szufladkuje go wśród reprezentantów Anglii. Sam zresztą mówił, że nie miał wyjścia, gdyż w tych kadrach grali uczniowie z danego kraju, więc mimo najszczerszych chęci nie mógł reprezentować w ten sposób Walijczyków. Nigdy nie było jednak mowy, żeby reprezentował Anglię czy Sierra Leone (stamtąd pochodzi jego dziadek). Uparcie przystaje przy tym, że choć ma akcent rdzennego mieszkańca Manchesteru, to serce ma walijskie – tam ma korzenie, tam ma resztę rodziny i ten kraj kocha, więc jego chciał reprezentować. Dla kadry zaczął grać w 1991 roku, a zrezygnował 2 czerwca 2007 roku po Eliminacjach Mistrzostw Europy 2008 po meczu z Czechami. I tu ma swój rekord – jest najmłodszym w historii reprezentantem tegoż kraju. Nie ominęła go jednak krytyka za to, że nie chciał grać w meczach towarzyskich. Dziwnym zbiegiem okoliczności zawsze w terminach tychże meczów miał jakąś kontuzję, o której nic nie było wiadomo nawet… Fergusonowi. Bilans? 64 mecze i 12 bramek.

Ryan Giggs odbiera odznaczenia od Królowej Wielkiej BrytaniiPoza tym Giggs jest szczęśliwym ojcem dwójki urwisów – Liberty (5 lat) i Zach (2 lata). Jest również posiadaczem Orderu Imperium Brytyjskiego, a w roku 2005 znalazł się w Angielskiej Galerii Futbolowych Sław. Dodatkowo jako naprawdę jeden z niewielu piłkarzy w historii nigdy nie został wyrzucony z boiska grając dla United, nigdy nie otrzymał czerwonej kartki. Zdarzyło się to tylko raz w meczu reprezentacyjnym przeciwko Norwegii. W United zaś nigdy. Ponadto, głównie ze względu na swoje korzenie, jest czynnym działaczem UNICEFu i wszelkich akcji przeciwko rasizmowi.

Podczas tournee w Afryce, Ryan Giggs został oficjalnie zaproszony na prywatną rozmowę do Nelsona Mandeli.

Spokojny i cichy. Szybki, diabelsko niebezpieczny i z piłką, i bez piłki – podobno odziedziczył to po tacie. Niekwestionowany numer jeden wszech czasów, który jednak przegrywa w plebiscytach na najlepszego piłkarza w historii kolejno z Erikiem Cantoną i George’em Bestem. Odciążony przez Beckhama od przygniatającej sławy, został nieco odsunięty przez młodych kibiców, którzy przyłączyli się do „diabelskiej” ekipy za sprawą Becksa, a teraz za sprawą Ronaldo. Ale Giggs to wielki piłkarz, wielka osobowość w piłkarskim świecie, którą można chyba bez obaw stawiać u boku nazwisk: Pele, Maradona, Best, Charlton, a tym bardziej Cantona. Historia tworzy się na naszych oczach, stworzyła się na naszych oczach. Nie przeszedł do innych klubów w najlepszych latach, mimo niekiedy ciężkich tygodni i miesięcy walczył tu dalej. To on jest „Walijskim Czarodziejem”, który swoim przyjściem odmienił United, zapalił w nim nowe, młode, doskonałe światło w ciemnym tunelu, który zaraz rozjaśniono wspólnie mistrzostwem po 26 latach i które, miejmy nadzieję, będzie miało swoją kontynuację w tych młodych, którzy wzorują się na jego wybitnej „jedenastce” tak, jak on wzorował się na swoich idolach. 759… A odliczanie nadal trwa. Ryan Giggs, Ryan Giggs, running down the wing… I oby jak najdłużej.

Sławy o Ryanie:

Gdy patrzysz na Ryana jesteś w stanie uwierzyć, że jest bogiem futbolu – Ron Atkinson

Eric Cantona był naprawdę świetnym i doskonałym piłkarzem, ale nigdy nie był tak dobry jak Giggs – Johann Cruyff

Byłem bliski łez, gdy obserwowałem jego grę – Alan Smith, manager Greater Manchester Schools

Giggs jest „detonatorem”, który potrafi w jednej chwili spowodować eksplozję w United – Jean Tigana

Myślę, że Ryan z pewnością jest najlepszym piłkarzem w Anglii. Deklasuje wszystkich. Każdy klub na świecie chciałby go mieć w swoich szeregach – John Jensen
Ma talent wprost od Boga – Brian Kidd

My wszyscy [piłkarze Juventusu] zgodziliśmy się co do tego, że Manchester United był najlepszym zespołem, z jakim przyszło nam się zmierzyć w Lidze Mistrzów. Mają oni bardzo wielu młodych, utalentowanych zawodników, którzy mogą stawać się wyłącznie coraz lepsi. A sam Giggs gra już na najlepszym światowym poziomie – Zinedine Zidane

Beckham i Scholes pokazali swoje umiejętności strzelając bramki dla Anglików, ale to Giggs jest najlepszy. Był niesamowity w meczu przeciwko nam, a będzie się stawał jeszcze lepszym zawodnikiem – Alessandro Del Piero

Jeśli osiąga szczyt swojej formy, nie ma ani klubu, ani zawodnika na świecie, który jest w stanie nadążyć za Giggsem – Alex Ferguson

Ryan Giggs

Przewiń na górę strony