Nie przegap
Strona główna / Naszym okiem / Wygrywamy z Boltonem, 5 pkt przewagi nad Chelsea!

Wygrywamy z Boltonem, 5 pkt przewagi nad Chelsea!

Manchester United vs Bolton
Po zakończonym sezonie 2002/03 włoskiej Serie A, najpoczytniejsza sportowa gazeta – La Gazzetta Dello Sport, na okładce zamieściła zdjęcie Alessandro Del Piero podpisane: „Scudetto nazywa się Del Piero”. Po dzisiejszym meczu przychodzi mi jedno na myśl – czy po ostatniej ligowej kolejce podobne tytuły zobaczymy w brytyjskich bulwarówkach? Zmieniłby się tylko główny bohater, którym powinien być Cristiano Ronaldo – obecnie najlepszy piłkarz globu.
Dyskusja na forum »
Po dzisiejszym, pewnym zwycięstwie 2-0 nie odczuwam niedosytu. Piłkarze nie stracili przez cały mecz niczego ze swojej świeżości, gdyż dość łatwo, w krótkim czasie, udało im się zdobyć dwie bramki. Ich autorem mógł być tylko jeden piłkarz. Dla skrzydłowego United był to 33 gol w 33 spotkaniu rozegranym w tym sezonie, a średnią wynoszącą jedną bramkę na mecz nie może pochwalić się żaden piłkarz z 5 topowych lig jakimi są Premiership, Bundesliga, Ligue 1, Serie A i Primera Division. No chyba, że mówimy o graczach, którzy w trakcie sezonu rozgrywają jedno spotkanie i raz trafiają do siatki.

Naszą dominację na murawie potwierdzało choćby zaangażowanie Johna O’Shea w akcje ofensywne. Po jednej z nich, Irlandczyk był bardzo bliski pokonania Al Habsiego, lecz po uderzeniu z pierwszej piłki nie trafił w światło bramki. Jeszcze wcześniej, w dogodnej sytuacji był Nani, który po minięciu rywala wpadł w pole karne i nieznacznie chybił. Akcja mogła być znacznie lepiej wykończona, gdyby tylko Latynos skierował piłkę do jednego z partnerów. Na chwilę po rozpoczęciu zmagań w drugiej połowie, Portugalczyk miał kolejną okazję na zdobycie bramki, lecz jego uderzenie z rzutu wolnego obronił golkiper Boltonu. Na kwadrans przed końcem meczu, futbolówka po mocnym strzale zza pola karnego również nie trafiła do celu. 5 minut później po zamieszaniu w polu karnym i zablokowanym strzale Ronaldo, były gracz Sportingu dopadł do piłki, lecz jego mierzone uderzenie w lewy gór bramki ponownie obronił Al Habsi.

Zagraliśmy bardzo dobre spotkanie, czego dowodem było posiadanie piłki z pewnego fragmentu meczu, które wynosiło 62% do 38%. Między słupkami nie zawiódł Tomasz Kuszczak, który popisał się kilkoma klasowymi interwencjami, zarówno w pierwszej, gdy sparował piłkę z bliskiej odległości, jak i w drugiej połowie, po rzucie wolnym wykonywanym przez El-Hadji Dioufa. Następnie, ponownie w świetny sposób, poradził sobie z bardzo mocnym strzałem Nicky’ego Hunta. Nie minęła minuta i były gracz West Bromwich Albion sparował na rzut rożny bombę McCana. Mimo dobrej gry „Czerwonej Diabłów”, Polak miał szansę się wykazać i może być z siebie zadowolony.

Doszukując się minusów, można było mieć pewne zastrzeżenia do Darrena Fletchera, który grał dość nieporadnie. Szkot miał w tym sezonie kilka bardzo przyzwoitych występów, lecz ten był wyjątkowo średni w jego wykonaniu. Anderson również nie był olśniewający i na 20 minut przed końcowym gwizdkiem arbitra, zastąpił go Paul Scholes. Czy można coś powiedzieć o naszej obronie? Niedużo. Nie pozwoliła ona bowiem na wiele przyjezdnym, aczkolwiek można było się spodziewać czegoś więcej. Bolton miał bowiem kilka okazji do zdobycia gola, ale na straży stał dziś pewny Tomasz Kuszczak. Najważniejsze, że defensywna formacja nie popełniła żadnego dużego błędu, który wpłynąłby na ostateczny wynik zawodów. Chwilami nie mogłem pozbyć się wrażenia, że gramy w ustawieniu 3-5-2, lecz aktywność Owena Hargreavesa na pozycji prawego obrońcy, przekonała mnie, że jest to 4-4-2. Podobał mi się Gerard Pique, który w kilku sytuacjach zachował zimną krew, sprawiając wrażenie przynajmniej 28, a nie 21-letniego obrońcy. W 60. minucie spotkania, Nemanja Vidić został zmieniony przez Wesa Browna. Można odczuć nieco dziwne wrażenie, gdy nie widzi się na boisku nikogo z duetu Ferdinand-Vidić. Zmiana Serba była wymuszona krwotokiem z nosa, a warto zauważyć, że z podobnym problemem piłkarz United zmagał się także w meczu z Derby.

Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że Louis Saha wytrwa do końca pierwszej połowy. Francuz był kilkakrotnie bardzo ostro atakowany przez piłkarzy „Kłusaków”, czego nawet arbiter nie odgwizdał. Ostatecznie, podatny na urazy napastnik, nie musiał z powodu kontuzji opuścić murawy, ale występu też nie będzie mógł zaliczyć do udanych. Co najważniejsze, nie zdobył bramki, a ponadto nie stwarzał sobie sytuacji. Zapamiętałem tylko jeden strzał byłego gracza Fulham… Do tego niecelny. Chwilę później rozgrzewkę rozpoczął Wayne Rooney i w 70. minucie zastąpił Louisa na boisku. Po oddaniu swojego pierwszego i ostatniego strzału, Francuz padł na murawę trzymając się za udo, co prawdopodobnie było przyczyną zmiany. Mam nadzieję, że nie naciągnął sobie ścięgna i znów nie będzie musiał pauzować.

Bohaterem meczu był rzecz jasna nasz dzisiejszy kapitan, który nie miał problemu z przełamaniem się, jak to było w ostatniej kolejce na Pride Park z Derby. Rozegrał bardzo dobre zawody i nie miał powodu do odliczania niewykorzystanych okazji po zdobyciu gola. Szczególnie ten drugi był znów pięknej urody. Juninho może się bać – rośnie mu konkurent do miana najlepszego wykonawcy rzutów wolnych. Pierwszy raz mogę to powiedzieć – Tomasz Kuszczak był świetny! To prawdopodobnie jego najlepszy mecz odkąd trafił na Old Trafford. Właśnie takimi interwencjami, jak ten obroniony strzał z 30. metrów, zyskał renomę cenionego bramkarza w swoim poprzednim klubie. Duże brawa. Druga połowa nie przyniosła już więcej goli, lecz były ku temu okazje. Wywalczyliśmy ważne trzy punkty, a nasz rywal Chelsea zgubił dwa, bardzo cenne „oczka” na White Hart Lane, gdzie zremisował 4-4 z Tottenhamem Hotspur. To wspaniały rezultat dla nas, gdyż pozwala nam on na uzyskanie pięciu punktów przewagi nad „The Blues”. Byłoby wspaniale, gdybyśmy wygrali najbliższy mecz z Liverpoolem. Nasi dwaj rywale – Arsenal i Chelsea, zmierzą się ze sobą dwie godziny później (16:55). Obyśmy mogli oglądać ten mecz z ogromnym spokojem.

Przewiń na górę strony