Nie przegap
Strona główna / Naszym okiem / Naszym okiem: Manchester United – Manchester City

Naszym okiem: Manchester United – Manchester City

Był wspaniały hołd, piękna atmosfera, wiele emocji, ale nie było rezultatu. Manchester United przegrał na własnym boisku pierwszy raz z City od 38 lat i nie uczcił tego popołudnia zwycięstwem dla ofiar katastrofy w Monachium sprzed półwiecza. O dzisiejszym meczu Czerwonych Diabłów nie można powiedzieć wiele dobrego. Właściwie to nie można powiedzieć nic dobrego…

No dobra – może jednak można, co nie zmienia faktu, że nasza ukochana drużyna zagrała beznadziejnie. Byliśmy niczym eksportowy produkt Polski z lat 80 – prusakolep (chętnych odsyłam tutaj). Co więc spowodowało, że United zagrali ,tak słabo? Rocznica monachijskiej tragedii? Nie, to powinno im raczej dodać skrzydeł. Może zawodnicy przestraszyli się kretyńskiego pomysłu 39. kolejki w lidze angielskiej? Nie no, raczej nie. To by znaczyło, że są pragnieniem. W przeciwieństwie do chłopców Wengera, którzy dodatkowy mecz chcieliby rozgrywać. Jaka była zatem przyczyna słabej formy? Może zawodnicy byli głodni, a w szatni nie było Snickersów? Rio Ferdinand wyglądał dziś wyjątkowo ospale, nie przypominam go sobie jeszcze tak słabo dysponowanego. Może po prostu wypili za dużo dobrego, bo bezalkoholowego, piwa Bosman? Choć pewnie nie, bo teraz o trunek znany jako „10 w skali Beauforta” trudno. Może zatem zawodnicy zostali wymęczeni wczorajszej nocy przez swoje kobiety? Całkiem możliwe, bowiem niedawno jeden z Izraelczyków przyznał się, że podczas przegranego 0-5 ze Szwecją meczu, w przerwie po prostu dbał o przedłużenie gatunku. No, ale jeśli tak by było, to należy oprócz klauzuli odejścia, oprócz różnych ograniczeń, dopisać w kontrakcie jeszcze jeden akapit: zakaz używania dezodorantu Axe. W przeciwnym razie, kibice powinni podjechać do każdego z zawodników czarnym BMW. Po czym sugestywnie wskazać im bagażnik mówiąc przy tym bez żadnej krępacji: „no to Hoop”. Bo skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać?

Trzeba przyznać, że United sprawili mi tego dnia spory ból, gdyż ja podchodziłem do tego spotkania z dużym entuzjazmem i liczyłem na zwycięstwo. Cała ta atmosfera była czymś wyjątkowym na tle wielkiej komercji. Dziś w strojach retro, bez jakichkolwiek reklam, piłkarze walczyli jak za dawnych lat, jak „Busby Babes”, którzy na swojej drodze pokonywali wszystkie przeszkody. Straciliśmy w tym bardzo ważnym dla nas dniu Wayne’a Rooneya, który jest niezastąpionym, bardzo ważnym ogniwem pierwszego zespołu. Zdaje się to potwierdzać dzisiejszy mecz derbowy na Old Trafford. Wazza pauzował za żółte kartki i jego absencja była aż nadto widoczna. Gra nie kleiła się od początku i City mogli wyczuć szansę na zdobycie kompletu punktów. Sven Goran Eriksson przygotował swój zespół do walki na śmierć i życie. Już po kwadransie gry można było odnieść wrażenie, że goście nie przyjechali się bronić i grać na remis. Interesowała ich wyłącznie cała pula. Zaskoczyli tym piłkarzy United, którzy nieco oszołomieni całym tym podniosłym dniem, grali bardzo słabo. Kiedy Giggs dał znak do ataku liczyłem, że sytuacja ulegnie zmianie i nasz zespół przejmie inicjatywę.

Zawiodłem się, gdyż niespodziewanie „Citizens” wyprowadzili kontrę, którą golem zakończył Vassell. Nasza nieporadna obrona miała zdecydowanie gorszy dzień. Nie można zaś oskarżyć o obie bramki Van der Sara, który dał z siebie wszystko. Przynajmniej jednego z graczy tej formacji da się usprawiedliwić. Przed kilkoma dniami zmarł ojciec Wesa Browna. Gary Neville nie wykurował się jednak w pełni na mecz, mimo wcześniejszych zapowiedzi. Rio Ferdinand pierwszy raz zaprezentował tak niski, jak na siebie, poziom. O’Shea i Brown nie przypominali bocznych obrońców. Najpewniej wypadł Nemanja Vidić, który zapobiegł kilkakrotnie zagrożeniom pod naszą bramką i był w moim odczuciu najlepszym zawodnikiem United.

Zdecydowanie lepiej miała się sytuacja po drugiej stronie boiska. Brylował Micah Richards, który bezbłędnie przerywał wszystkie ataki Czerwonych Diabłów. Był najważniejszą postacią swojego zespołu, udowadniając tym samym, że warto było z nim przedłużyć umowę o kolejne 5,5 roku.

Jestem w tak podłym nastroju, że musiałem odczekać kilka godzin, aby na spokojnie z chłodną głową coś sklecić. Jest to trudne. Przegraliśmy dwa mecze derbowe w tym sezonie, a City wykonali plan ponad normę. Powodem porażki nie była tylko absencja Rooneya, lecz też brak jakiegokolwiek napastnika na ławce rezerwowych. Miał dostać swoją szansę Danny Welback, lecz nie ujrzeliśmy go ostatecznie nawet wśród zmienników. Nie było również współpracy w środku pola pomiędzy zawodnikami United. Najsłabiej wypadł z niej… Cristiano Ronaldo, który miał kolejny gorszy dzień po meczu z Tottenhamem. Nani jako nieopierzony zawodnik, nie jest w stanie dać wiele zespołowi w tak ważnych spotkaniach i zwyczajnie się gubił. Anderson starał się jak mógł, miał kilka niezłych dryblingów i ładnych piłek. Było to za mało w dniu, w którym piłkarze zespołu wzajemnie sobie przeszkadzali. Carlos Tevez włożył sporo serca w to spotkanie, lecz ja zapamiętałem jedynie jego groźny strzał z półobrotu na bramkę gości.

Z rezerwowych najlepiej wypadł Michael Carrick, który zdobył bramkę kontaktową. Ta jednak nie dała nam już w tym meczu nic, oprócz chwilowej iskierki nadziei na remis. Dobrze współpracował z Giggsem Park, a Hargreaves miał kilka dokładnych podań w środku pola. Właśnie w środku pola trudno wybrać obecnie najlepszy wariant; Anderson nie współpracuje najlepiej ze Scholesem, który dziś wypadł blado i nie był dużym wzmocnieniem dla zespołu. Czas, aby zadać sobie pytanie. Gra za zasługi i stawianie na doświadczenie, czy na fantazję i młodość?

Nie pomógł nam również ceniony arbiter Howard Webb, który uznał bramkę na 2-0, w sytuacji, gdy Petrov był na spalonym po wykonaniu rzutu rożnego. Nie możemy jednak narzekać na pracę arbitra, gdyż błąd popełnił jego asystent. Webb na pewno nie był stronniczy, to bardzo solidny arbiter, jeden z najlepszych w Premiership.

Arsene Wenger może świętować bardzo udaną niedzielę, gdyż punkty straciła także Chelsea. Trzeci zespół ligi zremisował 0-0 z Liverpoolem na Stamford Bridge i zbliżył się do Manchesteru na 3 punkty. W czubie tabeli robi się coraz bardziej gorąco, gdyż Arsenal może mieć jutro spore problemy z uporaniem się z Blackburn. Kanonierzy cierpią bowiem na plagę kontuzji.

Carlos Queiroz powiedział po meczu:

„Nie zaczęliśmy gry z odpowiednim tempem. To było jedno ze spotkań, w których chłopcy naprawdę chcieli dać z siebie wszystko, aby wygrać, lecz nie mieliśmy żadnego pomysłu we wcześniejszej fazie meczu.

Byliśmy może zbyt niepewni, co wykorzystała drużyna Manchesteru City i wykazała się dobrymi akcjami i groźnymi kontrami.

Jeszcze długa droga przed zdobyciem tytułu i przed nami bardzo dużo gier. Teraz musimy zapomnieć o tym spotkaniu i zacząć wszystko od nowa w poniedziałek. Nie zostaliśmy słabym zespołem po jednym spotkaniu, wciąż jesteśmy silną, dobrą drużyną, która może wygrać bój o mistrzostwo.

Bardzo ważne będzie pokazanie Arsenalowi w przyszły weekend, że ten mecz był wypadkiem i wciąż liczymy się w walce o trofea.”

Słowa asystenta Sir Alexa Fergusona zdają się mówić wszystko. Musimy jak najszybciej zapomnieć o tym spotkaniu i skupić się na prestiżowej potyczce z Arsenalem 16. lutego w ramach FA Cup. To będzie sprawdzian wielkiej wagi. Potwierdzi on, czy możemy aspirować do zdobycia Potrójnej Korony w tym roku. Do rozgrywek o mistrzostwo Premiership wrócimy zaś 23. lutego i zagramy z Newcastle United, które niedawno pokonaliśmy na własnym boisku 6-0. Będzie to znakomita okazja do powrotu na właściwe tory w lidze. Wszyscy znamy nasze priorytety. Na pewno nie wypadniemy z walki, będziemy pretendować o tytuł do samego końca. Wierzę, że rozstrzygnięcie rozgrywek będzie na naszą korzyść.

Statystyki:

Bramki:
1-2

Strzały:
11-3

Strzały na bramkę:
4-5

Rzuty rożne:
8-7

Faule:
6-13

Kartki:
1-0

Spalone:
7-0

Posiadanie piłki:
56,8% – 43,2%

Przewiń na górę strony