Nie przegap
Strona główna / Legendy / Legendy: Arthur Albiston – piłkarz czterech managerów.

Legendy: Arthur Albiston – piłkarz czterech managerów.

Legendy: Arthur Albison - piłkarz czterech managerów
W wieku 15 lat został zapisany do szkółki Manchesteru United, która zrobiła z niego profesjonalistę już 2 lata później. Bardzo szybko dostał też szansę debiutu. Zainaugurował swoją karierę Czerwonego Diabła już po około 4 miesiącach od daty przejścia na profesjonalizm – 9 października 1974r. w meczu derbowym w Pucharze Ligi przeciwko oczywiście The Citizens. Wtedy pomimo tego, że United wygrało mecz 1:0, nikt chyba nie ośmielił się w ciemno wróżyć zapewne tak długiej i wspaniałej kariery, jaka później rozpostarła się przed Szkotem. Tak zaczęła się historia zawodnika, którego chcę Wam dziś przedstawić, czyli Arthura Albistona.

Arthur Albiston urodził się 14 lipca 1957r. w Edynburgu. Jak pisałam we wstępie, od najmłodszych lat związany był od razu z Manchesterem United. Jednakże odkąd debiutował w Pucharze 9 października, a później w lidze 15 października z Portsmouth, jako nastolatek nie mógł dostawać tak wielu szans występów w pierwszym składzie, ile by chciał. Dlatego też musiał czekać na swoją wielką szansę w tak wspaniałym klubie.

Dostał ją tak naprawdę dopiero kolejne 2 lata później. Była to szansa debiutu w Pucharze UEFA w roku 1976 przeciwko Ajaxowi Amsterdam, która dała mu możliwość wykazania się swoimi piłkarskimi umiejętnościami. 19-letni Albiston zagrał dobre spotkanie i faktycznie dodało mu ono pewności siebie. Od sezonu 1976/77 został obdarzony kredytem zaufania po tym, jak Stewart Houston doznał bardzo ciężkiej kontuzji kostki. Mecze końcówki sezonu wychodziły mu bardzo dobrze, aczkolwiek nie było dla niego alternatywy, by ktoś ewentualnie mógł wskoczyć na jego miejsce. Wystąpił później w finale FA Cup przeciwko Liverpoolowi, gdzie był jednym z najlepszych zawodników na boisku i bardzo przyczynił się do wywalczonego po czternastu latach pierwszego trofeum dla United (było 2:1). Jednak wobec możliwości rychłego powrotu Stewarta, Arthur oczywiście nadal pozostawał zawodnikiem numer dwa.

Sytuacja zmieniła się jednak na koniec tegoż samego sezonu 1976/77. United zwolniło Tommy’ego Docherty, a w jego miejsce zatrudniło Dave’a Sextona, który stanowczo ukierunkował swoją wizję na młodą, zdolną drużynę. Było więc pewne, że to właśnie Arthur stanowić będzie filar lewej strony obrony na Old Trafford. Ostatecznie Stewart Houston odszedł z Manchesteru United w 3 lata po przyjściu Sextona z imponującą liczbą 205 występów w pierwszym składzie. Sytuacja na lewej obronie zmieniła się więc tylko pod względem wieku, jako że Szkot zastąpił Szkota, a dużo gorszy Arthur wcale nie był i wszystko zaczynało wreszcie wskazywać na to, że będzie miał on możliwość występować regularnie w koszulce Czerwonych Diabłów.

Tak też się stało. Jako piłkarz obu nożny powoli stał się niezastąpiony. Zapewne tak, jak my tera zastanawiamy się, co byśmy zrobili bez, załóżmy, Ferdinanda, tak kibice Czeronych Diabłów zastanawiali się, co zrobiliby bez Albistona? Kondycyjnie wytrzymywał bez problemu cały sezon. W latach 1977-1979 rozegrał 80 spotkań, ale radość z tej świetnej passy została zmącona finałem FA Cup w 1979 r., gdzie United podejmowało Arsenal. Diabły przegrywały już 0:2, ale zdołały w ciągu pięciu minut doprowadzić do remisu. Niestety, w doliczonym czasie gry zmęczenie dało się we znaki Arthurowi i między innymi przez jego chwilowo słabszą dyspozycję Alan Sunderland umieścił piłkę w siatce legendarnego Wembley, zabierając nadzieję na zwycięstwo przyjezdnym z Old Trafford.

Po przełknięciu gorzkiej pigułki nadchodził jednak nowy, może lepszy sezon dla Manchesteru. Na koniec sezonu 1978/79 obronę Czerwonych Diabłów osłabiło odejście Briana Greenhoffa, bramkę zaś odejście Stepneya, a z ataku odszedł Stuart Pearson. Na miejsce Pearsona rok wcześniej przybył Whiteside, na miejsce Stepneya – Gary Bailey. Obrona również długo osłabiona nie była, bo Greenhoffa zastąpił Gordon McQueen. Nie można więc tych rotacji porównać do tych sprzed kilku wcześniejszych lat. Mocne i perspektywiczne United stawało przed realnym do wypełnienia zadaniem wywalczenia Mistrzostwa Anglii. I zaczęło się świetnie – w pierwszych 13 spotkaniach Manchester zaliczył aż 8 spotkań bez straty gola. Była to zasługa rzecz jasna świetnie zgranej obrony, w której na lewej stronie niczym brylancik błyszczał Albiston. Jednak już w październiku nasz obrońca doznał bardzo ciężkiej kontuzji w meczu przeciwko Evertonowi na Goodison Park, która wyeliminowała go z gry na cztery miesiące. Podczas jego nieobecności lewa strona była wyraźnie osłabiona, ale gdy wrócił w marcu 1980r. – wszystko wracało do normy. O ile pierwszy mecz z Evertonem zakończył się wynikiem 0:0, o tyle kolejne trzy spotkania znów były z czystym kontem, a ogólnie miała miejsce passa ośmiu zwycięstw z rzędu. Jednak powrót do składu nie wystarczył, by odrobić małe straty do Liverpoolu i to The Reds zostali Mistrzem Anglii, pozostawiając United na drugim miejscu w tabeli.

Na początku nowego sezonu 1980/81 we wrześniu w derbach z City Arthur strzelił swoja pierwsza bramkę dla Manchesteru United (było 2:2 na Old Trafford).

Sezon później w październiku uszczęśliwił kibiców z kolei bramka przeciwko Liverpoolowi. Ale wtedy ważniejsza niż ten jeden gol był passa, jaką miało United w obronie z Albistonem – 12 meczów bez porażki i tylko 5 wpuszczonych bramek! Wszystko znów zaczynało chodzić jak w zegarku. Na przestrzeni dwóch lat odeszło mało naprawdę ważnych zawodników, zaś przyszli Mark Hughes (w 1980), Bryan Robson i Remi Moses (w 1981). Była to już powoli zapowiedź wielkiego United, które my współcześnie właściwie znamy. Ale pomimo ustabilizowanego składu – wyników widać nie było. Zła passa sezonów bez trofeów była, jak można się domyślić, wielce niesatysfakcjonująca. Co prawda United występowało w finałach krajowych pucharów, ale nie wywalczyła od 1980r. żadnego z nich. Sukces pucharowy przyszedł dopiero w 1983r., gdzie Albiston i reszta drużyny pierwszy mecz finałowy zremisowali z Brighton & Hove Albion 2:2 po bramkach Stapletona i Wilkinsa, a drugi mecz wygrali aż 4:0 (Robson x2, Whiteside, Muhren). To już było jednak za kadencji Rona Atkinsona, u którego Arthur również miał pewne miejsce w składzie.

Wciąż brakowało Mistrzostwa Anglii. Oczywiście, dobre chociaż FA Cup, bo to zawsze jakieś „pocieszenie”. Sam Albiston i tak był w lepszej sytuacji niż opisywani wcześniej Stepney, McIlroy, Buchan czy Macari, bo wywalczył właśnie przynajmniej to FA Cup i to trzy razy – 3 raz miał miejsce w 1985r.: w zaciętym spotkaniu na Wembley z Everonem bardzo długo był remis 0:0. Nikt nie obawiałby się dogrywki, gdyby nie to, że Kevin Moran w 78. minucie dostał czerwona kartkę. Everton, chętny do zdobycia historycznego The Treble, oczywiście grał bardzo zacięcie. To jednak Norman Whiteside rozradował kibiców Czerwonych Diabłów, zdobywając w 110. minucie zwycięską bramkę na 1:0. To trzecie trofeum, które do swojego konta mógł dopisać Albiston, mimo że nie rozegrał tego spotkania do końca (na początku dogrywki został zmieniony przez Mike’a Duxbury’ego).

Wywalczając ostatni FA Cup, Arthur Albiston miał 28 lat. Wiadomo było, że powoli powinien szukać już jakiegoś nowego klubu. Ostatecznie opuścił United w 1988 roku po tym, jak chwilę wcześniej Rona Atkinsona zastąpił na fotelu managera Sir Alex Ferguson. Wizja Szkota była klarowna – chciał odmłodzić drużynę, przede wszystkim obronę. Dla jego rodaka więc nie starczyło miejsca w klubie. Po 14 latach Arthur Albiston opuścił Manchester United i przeniósł się do West Bromwich Albion. Później grał jeszcze w kilku klubach, z których warto wymienić jedynie jak wyżej WBA (43 rozegrane spotkania) oraz Chester City (68 spotkań w barwach tego klubu).

„Pozbycie się” Albistona było jednak decyzją odpowiedzialną Fergusona. Nie było źle, bo Albiston był w zasadzie ostatnim z pokolenia pomiędzy Sir Mattem Busbym a Sir Alexem Fergusonem, gdyż po nim drużyna została kompletnie przebudowana. O przebudowie świadczyć będzie nadejście innego pokolenia: jeszcze w 1987r. Atkinson sprowadza McClaira i Steve’a Bruce’a, w 1988 przychodzą m.in. Lee Sharpe i Mark Hughes, rok później Mark Bosnich, Gary Pallister i Paul Ince. Ci wszyscy zawodnicy kreować będą, jak wiemy, wielki Manchester United z lat ’90 XX wieku.

Reprezentacyjnie Albiston wystąpił w 14 spotkaniach. Był także uczestnikiem Mistrzostw Świata 1986r.

Podobnie jak Sammy McIlroy stanowił takie „przejście” między erą Busby Babes a erą późniejszą, tak Arthur Albiston również jest zawodnikiem specyficznym. Był niedocenionym bohaterem Manchesteru United – solidnym, pewnym i odpowiedzialnym obrońcą, który zawsze dawał z siebie wszystko na murawie. Jest jednym z nielicznych zawodników, który występował dla aż czterech managerów w jednym klubie: Tommy’ego Docherty, Dave’a Sextona, Rona Atkinsona i Sir Alexa Fergusona. Jest to w pewien sposób zatem zawodnik nieco ponadczasowy i uniwersalny, co świadczy o jego umiejętnościach – każdy z tych managerów miał jakąś swoją wizję, do której Arthur wpasowywał się jak było widać świetnie, gdyż był zawodnikiem podstawowym. Albiston to z pewnością wielka postać Manchesteru, wielkie 14 lat, wielkie 485 występów w pierwszym skłądzie i wielkie zasługi, które podobnie jak u innych zawodników z tej serii nie mogą zostać zapomniane, bo i on miał swój wkład w to, czym teraz jest drużyna Czerwonych Diabłów.

Przewiń na górę strony