Nie przegap
Strona główna / Inny punkt widzenia / „Nazywam się Ole Gunnar Solskjaer…”

„Nazywam się Ole Gunnar Solskjaer…”

Nazywam się Ole Gunnar Solskjaer
Chciałbym zaprezentować Wam, drodzy czytelnicy, opowiadanie mojego autorstwa, którego głównym bohaterem jest Ole Gunnar Solskjaer. Co prawda początkowo została ona pisana jako wypracowanie na język polski, jednak chcę poddać to dzieło szerszej ocenie. Tematem jest „Opowiadanie współczesnego Odyseusza”. Na samym początku do głowy przyszedł mi Ole Gunnar Solskjaer, który walczył ze swoimi kontuzjami i wygrał! Osiągnął swój cel i powrócił na boisko. Zaznaczam, że cały tekst jest wytworem mojej fantazji, a niektóre szczegóły zostały zmienione na potrzeby wypracowania. Zapraszam do lektury!

Nazywam się Ole Gunnar Solskjaer i chciałbym opowiedzieć wszystkim moją historię walki z przeciwnościami losu. Zdecydowałem się na to dopiero teraz, półtora miesiąca po zakończeniu piłkarskiej kariery. Przez ten czas „ochłonąłem” i mogę z innej perspektywy opisać, to co mam za sobą. Niektórzy porównują mnie do słynnego Odyseusza z mitologii. Dlaczego?

Po transferze do ukochanego przeze mnie Manchesteru United i wielu cudownych latach na Old Traford nadszedł tragiczny dla mnie sezon 2003/2004. Podczas treningu po niefortunnym upadku doznałem kontuzji kolana. Niesamowity ból w prawej nodze uniemożliwiał mi sprawne chodzenia. Po szczegółowych badaniach lekarz oznajmił mi, że czeka mnie dłuższa przerwa w treningach. Ból w kolanie był niczym w porównaniu do mojej bezsilności. Jedyne, co mogłem zrobić, to ciężko pracować podczas rehabilitacji. Nikt nie wie, ile kosztowało mnie to wysiłku i walki z samym sobą. Po kilkunastu dniach dostrzegłem jak bardzo brakuje mi kibiców zebranych na Old Trafford, kolegów z szatni i uczucia, które towarzyszyło mi po strzelonej bramce.

Jednak nikt i mnie nie zapomniał – począwszy od sir Alexa Fergusona, który bardzo często mnie odwiedzał, przez przyjaciół i skończywszy na kibicach, od których co chwilę dostawałem listy. To mnie bardziej motywowało. Nie byłem w stanie wyobrazić sobie zakończenia kariery piłkarza – nigdy więcej nie wybiegłbym na murawę „Teatru Marzeń” i nigdy więcej nie usłyszałbym głosu tysięcy kibiców skandujących moje nazwisko. Miłość do piłki nożnej była większa niż strach o kolejne kontuzje. Podczas jednej z wizyt trener powiedział: „Dziękuję ci Ole, właśnie za to kibice tak cię kochają”. W momencie gdy miałem powrócić do treningów, uraz odnowił się – konieczna była operacja. Lekarz oznajmił, abym dał sobie spokój i odszedł na piłkarską emeryturę. Lecz ja nie potrafiłem sobie tego wyobrazić…

Po kilkumiesięcznej przerwie, długiej rehabilitacji i ponownym zmaganiem się z bólem oraz cierpieniem fizycznym oraz psychicznym, wróciłem do zajęć treningowych. Naprawdę dawałem z siebie wszystko – na treningach ciężko pracowałem, aby odzyskać formę sprzed kilku lat. Wtedy nastąpiło coś, czego się nie spodziewałem – następna kontuzja. Pomyślałem – teraz to już na pewno koniec. Świat zawalił mi się po raz kolejny. Kiedy opadły pierwsze emocje, zobaczyłem jednak „światełko w tunelu”…

Od czego jest wiara? Dopóki będę ją miał, nic nie jest mi straszne. Ta myśl dodawała mi skrzydeł. Dzień po dniu, krok po kroku było coraz bliżej końca rehabilitacji. Faktycznie, czułem się jak mitologiczny Odyseusz. Ten koszmar kończył się – wszystko wskazywało na to, że teraz będzie tylko lepiej. I miałem rację! Osiągnąłem cel, do którego prowadziła bardzo kręta droga. Wróciłem na boisko. W dniu 23 sierpnia 2006 roku zagrałem w meczu z Charltonem i strzeliłem bramkę. Nie potrafię opisać szczęścia, tym bardziej, że był to mój pierwszy gol od 2003 roku. W ciągu całego sezonu strzeliłem 11 bramek i pomogłem partnerom z zespołu w wywalczeniu Premiership. Byłem z siebie niezwykle dumny.

Teraz, patrząc z perspektywy czasu, wiem, że nie wolno wątpić w siebie i zawracać zaraz na początku drogi. Bo nie jest sztuką osiągnąć coś bez wysiłku lub gdy jest podane na tacy. Ja walczyłem i robiłem to z miłości do piłki nożnej i Manchesteru United. Wiem, że nie zawiodłem kibiców i wszystkich tych, którzy we mnie wierzyli. Więc czy mogę nazywac się Odyseuszem XXI wieku? Jeżeli tak uważacie, to dziękuję, ponieważ jest to dla mnie wielki zaszczyt.

Ole Gunnar Solskjaer

Na zakończenie zamieszczam film o Norwegu – serdecznie polecam!

Liczę na pozytywne oceny i komentarze czytelników. Z góry dziękuję!

Przewiń na górę strony