Daleko od Manchesteru – prolog

Dawno, dawno temu, a właściwie to nie tak dawno, w dalekiej krainie, chociaż w zasadzie to całkiem niedaleko, w małej wiosce gdzieś w Polsce niczym niezmącone życie wiodą jej mieszkańcy.

Dawno, dawno temu, a właściwie to nie tak dawno, w dalekiej krainie, chociaż w zasadzie to całkiem niedaleko, w małej wiosce gdzieś w Polsce niczym niezmącone życie wiodą jej mieszkańcy.

Nie pisałbym o tym, gdyby to nie było groźne. Nie wspomniałbym, gdyby nie układało się to w logiczną całość. Wyśmiałbym cały pomysł, gdyby nie przykłady z przeszłości dowodzące, że taki ruch jest jak najbardziej możliwy. Zająłbym się czymś innym, gdyby w razie uchwalenia takowego projektu, Rzeczpospolita Polska mogła się na to nie zgodzić. W najskrajniejszym przypadku kategoria Z przymrużeniem oka powiększyłaby o jeden wpis. Niestety, jest inaczej.

Upalny? Słoneczny? E… Środę? Nie! Dzisiaj jest wyjątkowy dzień, a mianowicie Dzień Dziecka! Z tej okazji mam dla Was porcję zdjęć pociech naszych Diabłów.

Manipulacja dziennikarska. Czym jest? Można by chyba o tym książkę napisać. I pewnie napisano, i to nie jedną. Przez manipulację definicja rozumie oszukanie grupy ludzi, by skłonić ich do działania sprzecznego z ich dobrem.

„Transfery”. Słowo to u większości kibiców wywołuje mieszane uczucia. Z jednej strony wiąże się z przyjściem do ukochanej drużyny nowego super-snajpera. Z drugiej ze smutkiem, ponieważ oznacza, że będzie musiał odejść z dotychczasowego klubu. W dobie wielomilionowych transferów większość sum, za które sprzedawani są piłkarze, nie robi na nas dużego wrażenia. Przy obecnym progresie, bariera 100 milionów funtów powinna pęknąć już za kilka lat… Ale czy zastanawiał się ktoś z Was, ile kosztował pierwszy transfer w historii futbolu?

Manchester, maj roku 1991. Sześcioletni Steve Hall, wiecznie uśmiechnięty malec, odstawił do zlewu mały talerz po dopiero co skończonym przez siebie śniadaniu. Nie czekając ani chwili, pobiegł do swojego pokoju. Stamtąd zabrał szybko czarną torbę, w której znajdował się jego piłkarski strój – koszulka, spodenki, korki…

Mecze, treningi, ciągłe wyjazdy, zgrupowania, kontakty z mediami, a co się z tym wiąże – duży wysiłek fizyczny, psychiczny, zmęczenie… Życie piłkarza nie jest łatwe. Zapewne niełatwe jest również życie żony, narzeczonej czy dziewczyny profesjonalnego zawodnika, która na co dzień musi zadbać o swojego faceta, gdy ten wróci do domu po ciężkim treningu albo niekiedy przegranym meczu. Kilka lat temu angielska prasa bulwarowa stworzyła akronim WAGs, czyli „Wives and girlfriends” [pol. Żony i dziewczyny] piłkarzy.

Czy oglądanie reklamy może człowiekowi sprawiać przyjemność? Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Może. Ale niestety świat różowy nie jest i większość telewizyjnych przerywników to jedno wielkie nieporozumienie. Bywają jednak perełki. Lśniące, wspaniałe, porażające swoim blaskiem. I nie wiem jak wy do tego podchodzicie, ale jest kilka reklam które oglądam z niesamowitą przyjemnością. Dlatego postanowiłem wam przedstawić mój całkowicie subiektywny ranking reklam. A ponieważ trzeba pozostać w temacie, to każda z nich będzie dotyczyła zabawnych panów z Old Trafford. Na końcu przyznam również specjalnie wyróżnienie, ale niech przynajmniej to pozostanie tajemnicą.

Nie dalej jak kilka dni temu miałem niebywałą przyjemność oglądać bardzo ciekawy film. „The Damned United” to dzieło reżysera Toma Hoopera i scenarzysty Petera Morgana. Film ten łączy w sobie elementy komedii, dramatu, biografii, a przy tym porusza tematykę angielskiego futbolu, a konkretniej Briana Clougha, który jest uważany za jednego z najwybitniejszych angielskich trenerów. Mam nadzieję, że po przeczytaniu tego tekstu z przyjemnością zasięgniecie po „The Damned United”!

Dziś wstęp jest niepotrzebny. Mamy do Ciebie wiadomość, której mamy nadzieję, że nie zlekceważysz. „Czy warto komentować na Redlogu?” – brzmi pytanie. A odpowiedź?